Copyright © All rights reserved - design by SZEL
Strona Główna.
Nauczyciel.
Grafik.
Rejestracja.
Info. Ogólne.
Kontakt.

Terms & Privacy

IID YOGA

O Jodze.

Joga w Ciaży.

Joga w Ciaży Grafik.

Próba Porodu.

Joga Poporodowa.

Joga dla Dzieci.

Dzieci Specjalnej Troski.

Joga dla Nastolatków.

Joga Ogólna .

Joga Kręgostupa.

Joga 50+.

Joga po Angielsku.

Joga dla Firm.

Inywidualne Zajecia Jogi.

Opinie.

Galeria.

English Version.

Joga w szpitalu św.Zofii w W-wie

 

Moja ścieżka jogi

Rozpoczeła się ponad 17 lat temu, kiedy narastający ból pleców stawał się coraz bardziej uporczywy. Przyjaciółka zasugerowała, że joga może przynieść mi ulgę.

W tamtym okresie moja wiedza na temat jogi ograniczała sie do enigmatycznego, gdzieś zasłyszanego zdania, że ”joga jest dobra dla ciała i ducha”.  Wyobrażałam więc sobie jogę jako coś tajemniczego i mistycznego, co spowoduje, że relatywnie szybko będę w stanie założyć nogi za szyję i medytować godzinami w pozycji lotosu.

 

W 1995 wyjechałam do Anglii i tam właśnie miała swój początek moja, trwająca do dziś niezwykła i ekscytująca przygoda z jogą.

Pełna nadzieji i wiary w szybkie uzrdowienie bolących pleców, wybrałam się na pierwsze zajęcia jogiczne. Ogromne było moje rozczarownie! Już po pierwszych minutach chciałam uciekać. Przez pierwsze  piętnaście minut w niewygodnej pozycji klęcznej, miałam „doświadczać własnego wnętrza”. Jedyne co mogłam wtedy doświadczać, to uwierający ból kolan, pleców i brak śmialości, by cokolowiek zmienić. Trwałam tak w „mym wnętrzu”, aż inni skończyli. Pozostała cześć zajęć nie zmieniła już mojego, galapującego potoku myślowego, że zrobiłam bląd przychodząc tutaj. Byłam bliska zboczenia z dopiero co rozpoczętej drogi jogicznej, ale jakiś wewnętrzny głos szeptał „spróbuj raz jeszcze”.

 

Skontaktowałam się z British Wheel of Yoga (Krajowy Organ Zarządzający Jogą w Wielkiej Brytanii) i otrzymałam numer telefonu nauczyciela BWY, który prowadził zajęcia w moim rejonie. Nazywał się Ken Simmonds.  Pomaszerowałam na jego sesję ze świeżym podejściem, starajęc się zapomnieć o pierwszych, jakże „bolących” i wciąż świeżych przeżyciach jogicznych.

 

Jak się miało okazać później, Ken i joga diametralnie odmienili moje przyszłe życie. Spotkałam uroczego, ciepłego i mądrego człowieka z ogromnym  poczuciem humoru. W jego obecności odczuwałam głęboki spokój; jakieś niewyjaśnione przeczucie, że jestem tu gdzie właśnie być powinnam. Cotygodniowe zajęcia były chwilą odprężenia i ciszy, tak wyczekiwaną i potrzebną przy moim szybkim tempie dnia codziennego.

Sposób nauczania Kena był bardo inspirujący i motywujący. Delikatnie przypominał swoim studentom o praktyce na krawędźi własnych możliwości, bo w jodze nie ma miejsca na wspólzawodnictwo czy konkurencję.

Joga jest cichą obserwacją i wsłuchiwaniem się w rytm własnego ciała. Cierpliwym docieraniem do wnętrza i równowagi. Odkrywaniem harmonii natury, która w nas istnieje, a którą gdzieś po drodze czasami gubimy.

 

Każdy z nas jest spójna całością wielu warstw. W kulturze zachodniej często zapominamy o tym aksjomacie, skupiając się głównie na sferze cielesnej.  Sama nie byłam wyjątkiem. Na początku mojej przygody z jogą, ciało, najbardziej wyczuwalna i wizulana warstwa, była moim najważniejszym punktem zainteresownia. Dopiero z czasem zaczełam dostrzegać i inne strony jogi. Techniki oddechowe, relaksacja i medytacja stawały się równie ważne. Krok po kroku odkrywałam czym właściwie jest joga – jednością umysłu, ciała i serca. Moje ciało stawało się silne i elastyczne; o bólu pleców już nawet nie pamiętałam, a pojawiające się do tej pory ataki paniki, powoli mijały. Krzątanina myśli zwalniała tempo, a  umysł wyciszał się i uspakajał.

Przestawałam żyć tym co było lub tym co ma sie wydarzyć. Zaczęłam rozumieć, jak ważna jest tylko tak chwila, w której właśnie trwamy. Wszystko odbywa się „teraz”, nie „potem czy przedtem”. Nasze myśli wybiegające w przeszłość czy przyszłość zawsze dzieją się „teraz”, wiec czemu tak mało miejsca temu „teraz” poświęcamy. Przecież jedynie „Tu i Teraz” niepowtarzalnie  przeżywamy.

 

Niespodziewanie w 2003 roku Ken Simmonds od nas odszedł. Jego 74 -letnie serce nie poradziło sobie z atakiem. Ja nie mogłam poradzić sobie z odejściem Kena. Zupłenie z jakiś irracjonalnych powodów wierzyłam, że “ludzie jogi” żyją wiecznie. Czułam smutek, ból i żal. Brakowało mi Kena, jego spokoju,  mądrości i pozytywnej energii.

Niespodziewanie dla mnie samej pojawiła sie myśl, że muszę coś zrobić  z bagażem wiedzy i doświadczeń, które otrzymałam od mojego nauczyciela. Postanowiłam, że zostanę nauczycielkę jogi.

 

Nauczyciel cd.

Nast >